Przed kolejnym sezonem turystycznym miałem szczęście zobaczyć w akcji Kp-4, czyli jeden z parowozów Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej.

Stowarzyszenie Przewodników Turystycznych „Karpaty” zorganizowało dla swoich uczestników spotkanie w Majdanie – stacji głównej kolejki. Ale spotkanie spotkaniu nierówne. Poza wykładami mieliśmy też nie lada frajdę, bo przejażdżkę pociągiem ciągnionym przez „prawdziwą lokomotywę”.

Kolejka bieszczadzka już od dłuższego czasu wozi ludzi zamiast drewna i w tej nowej roli zdobywa sobie nowych miłośników. Było dość czasu, żeby móc pozwiedzać kolejny raz stację, z jej zakamarkami. Cysterny, wagony na drewno, jakieś dziwne maszyny, pewnie do odśnieżania torów albo jakichś remontów, co krok zwrotnica. No i gwóźdź programu – parowóz. No może to nie jest taka, całkiem dorosła lokomotywa, ale w swojej skali też robi wrażenie. No wiadomo: ogień z paleniska, kłęby pary czarnej, cuchnącej tłustej, jak w wierszu i tej drugiej białej i lekkiej. Po chwili ma się wrażenie, jakby się oglądało jakiś film w modnym stylu vintage. Na szczęście można wchodzić niemal wszędzie, a to pozwala na robienie ciekawych fotografii. W końcu nie co dzień można spotkać lokomotywę.

Kolejka bieszczadzka